|
Data: 23:14:21 2/09/2011
Chciałam dziś nawiązać do komentarza, który ukazał się pod poprzednią notką - dziękuję za ten komentarz, chętnie odpowiem :) Ze mną jest tak, że odeszłam nie tyle od samego katolicyzmu, ale zasadniczo od pojęcia "religia". To, że nie nazywam się katolikiem, nie oznacza, że odcinam się całkowicie od Biblii i tekstów pisanych przez doktorów Kościoła. Chodzi o to, że dzięki odcięciu się od bycia wyznawcą jednej religii, mogę zgłębiać źródła różnych religii, różnych kultur. Nie mogłam pozostać katolikiem i wierzyć w reinkarnację, praktykować medytacje i autohipnozę. Może to brzmieć dziwnie, ale teraz czuję się "wolna". Nie uważam, że religia jest czymś dobrym (dla mnie), bo w każdej religii czułabym się w jakiś sposób ograniczona. Religia=dogmaty, a dogmat to jedno z nielubianych przeze mnie słów. Dogmat, czyli twierdzenie, którego nie można kwestionować - trzeba w nie wierzyć "bo tak!". Jest to pewne ograniczenie, zabraniające zastanawiać się nad niektórymi sprawami, zabraniające myśleć. Trochę ciężko mi wszystko wytłumaczyć, nie chcę być źle zrozumiana. Ktoś może pomyśleć - "a, to wygodne, odejść od religii i hulaj dusza, piekła nie ma", ale nie, nie na tym to u mnie polega. Chodzi mi tylko o to, że będąc katolikiem nie mogłam zgłębiać innych wierzeń, praktyk ezoterycznych i wszystkiego co mnie interesuje, bo prowadzi do rozwoju. Nie znaczy to jednak, że zamknęłam się na źródła, z których wywodzi się chrześcijaństwo oraz katolicyzm. Jeśli chodzi o Biblię, to znam podstawowe fragmenty, ale przyznaje się bez bicia, że nie przeczytałam jej całej. Myślę, że chyba jest dla mnie za wcześnie, żebym mogła dobrze ją zrozumieć, więc odłożyłam to na razie na przyszłość, kiedy będę gotowa. Jedna rzecz mi niestety przeszkadza - to, że obecna forma Biblii powstała w wyniku wielu zmian, które zaszły na licznych soborach - trochę wycięli, trochę dołożyli, tak, żeby było wygodniej. Dlatego też swego czasu zainteresowałam się ewangeliami, które odrzucono, jak Ewangelią Tomasza chociażby - polecam, ciekawa, jednak trudna do zrozumienia. Jedna rzecz, której nie udaje mi się nie wiem czemu wytłumaczyć ludziom wokół mnie, to to, że odejście od religii nie równa się z tym, że przestałam wierzyć. Wierzę w Boga, jako stwórcę świata, jednak kieruje się bardziej ku deizmowi - nie wydaje mi się, żeby Bóg ingerował w nasze życie na Ziemi. Oprócz tego wierzę w reinkarnację i dopuszczam myśl istnienia życia na innych planetach. Książka, którą bardzo polecam każdemu do przeczytania to "Misja". Trudno w nią uwierzyć, mimo że autor twierdzi, iż wszystko w niej zawarte jest prawdą, ale w gruncie rzeczy nie jest ważne, czy się w nią wierzy, czy nie. Przedstawia po prostu niesamowitą koncepcję tego, jak wygląda Wszechświat, po co żyjemy, co było wcześniej. Właściwie odpowiada na większość pytań, jakie w pewnym czasie rodzą się w umyśle człowieka.
Gravie komentuj|Powrót
|
|
|